codzienne małe wojaże
Panienka gotowa do wyjścia, szelki to podstawa
Wio koniku wio!
I już w tunelu
Bez najpierw wącham ja
potem wąchasz Ty
a na koniec jest masa śmiechu
Był też ostatnio piknik w lesie
I powrót do domu, Mama prowadziła
Panienka gotowa do wyjścia, szelki to podstawa
Wio koniku wio!
I już w tunelu
Bez najpierw wącham ja
potem wąchasz Ty
a na koniec jest masa śmiechu
Był też ostatnio piknik w lesie
I powrót do domu, Mama prowadziła
byle gówno Cię cieszy
tym bardziej gdy jest nim pierwsza kupa zrobiona do nocnika.
Wrażliwców przepraszam… musiałam ![]()
Pogoda melancholijna, ludzie zapatrzeni w dal, Blanka zaspana.
Rano zjedliśmy wszyscy razem niespecjalne śniadanie, potem pożegnałyśmy Tatę robiąc przy okazji rundkę po korytarzu.
Następnie codzienne sprawy domowe i przedpołudniowa blankowa drzemka, która wydawała się nie mieć końca.
Normalnie nie byłoby to niczym szczególnym, ale dziś akurat miałyśmy zaplanowany wyjazd w głąb miasta.
Nie chcąc ale będąc zmuszoną, zaczęłam ubierać słodko śpiącą żmijkę, założyłam jej rajstopki w paski (jak się okazało stópkami do góry), spódniczkę z serduszkiem i buciki, wszystko na leżąco.
Później jeszcze chustkę na szyję, kapelusz ( tył na przód) i kurtkę, żmija nadal smacznie spała.
Przy przenoszeniu do wózka lekko rozchyliła oczy, ale to też na sekundę.
Wsiadłyśmy do autobusu, który po dziurach ursusa darł się i trząsł bez umiaru, ale Ona nadal spała.
Dopiero przejmujący pisk dziecka podróżującego razem z nami wyrwał Blanusię ze snu.
Uwielbiam ten moment przebudzenia, zdziwione, ciekawe spojrzenie, odgniecione cuda na policzku, zaspane ale duże oczka i lekko wydęte usteczka. Z niezwykłym spokojem obejmując mocno Krysię rozglądała się po otoczeniu i od razu zaczęła rozdawać te swoje magiczne uśmiechy.
Patrząc na nią czułam jak miłość wypełnia każdą moją komórkę, ceniłam spokój panujący wzajemnie w naszych duszach, ja i Ona, dwie a jakby jedna.
W autobusie - w tle przebudzacz
W furze Dziadka
Spacer po budowie
Na koniec dnia nauka podlewania
I wreszcie sen na podusi Taty
Wreszcie cudownie ciepło. Zimowe rzeczy zapakowane w kartonach udały się na letnie leżakowanie, oby odpoczywały jak najdłużej, najlepiej do końca października.
Blanka napawa się zielonym krajobrazem i tym że samodzielnie może go poznawać. Denerwuje się, gdy chcę złapać ją za rączkę, macha nimi i krzyczy mówiąc mniej więcej, zostaw mnie, umiem chodzić sama.
Musimy być naprawdę bardzo uważni, bo co chwilę ucieka przed siebie, oby tylko zostawić nas w tyle ![]()
W ogóle jest cudna, strasznie dużo rozumie, no i wie czego chce, a jeśli ja nie potrafię odczytać przekazu głośno się złości i pokazuje mi ze zdecydowanym “da” lub “da to” o co chodzi dopóki nie podam jej odpowiedniej rzeczy. Kiedyś po prostu pokazywała paluszkiem mówiła da i cieszyła się z każdego przedmiotu który trafiał jej w łapki.
Potrafi już mocno objąć za szyję i przytulić oraz wystawić dziubka, by dać buzi. Robi to z miną od której mięknie serce.
Robi siusiu na nocnik, jeśli mama posadzi na tron w dobrym momencie, oprócz siebie na nocniczek sadza również swoje pluszaki i lalki.
Gdy zasypiamy śpiewa sobie aaaa, w zasadzie nie wiem czy sobie, raczej misiowi lub lali którą akurat przytula.
Uwielbia też wychodzić z domu i nie chodzi tu o spacer na powietrzu, głównym celem Blanki w tym przypadku jest po prostu przejście przez drzwi na balkon, bądź na korytarz, gdzie chodzi i puka do sąsiadów. Oczywiście jestem na tyle zdziczona społecznie, że pomimo wrzasków zabieram dziecko do własnego m, żeby nie narażać się na zdziwione spojrzenia o poranku..
Zaczepia ludzi w sklepie, na spacerze rozdając darmowe uśmiechy.
Podśmiewuje się na widok aparatu, piszczy z radości gdy sama spaceruje, bez mojej asekuracji.
Dziecko to sama radość, bezinteresowna szczerość i otwartość, życie z Blanką to najwspanialsze zjawisko, którego się nie spodziewaliśmy.
Razem z Krysią jedziemy jej wózeczkiem
Mamo mamo ide !!
A tu już prawię śpię
Blanka to prawdziwa kobieta, ledwo wyrosłe włosy starannie pielęgnuje kilka razy dziennie.
Jej zapał szczerze mnie zadziwia i zazdroszczę córce wytrwałości.
Odżywki wciera we włosy i skórę głowy podczas każdego posiłku, rano jest to zazwyczaj bogata w żelazo jajecznica, po południu zupka, a wieczorem kaszka. Wciera też przeróżne desery, makarony no i przede wszystkim masełko.
Ogólnie nie przejmuje się powstałą fryzurą, ani specyficznym zapaszkiem, ważne że skutkuje - włosy ma coraz gęstsze ![]()
To była niedziela, choć urodziny przypadły na środę.
Zaprosiliśmy całą rodzinę by uczcić Blanki pierwszy, jakże wspaniały roczek.
Ona jak zwykle miała odmienny plan dnia, widząc moje zaangażowanie i mniejsze zainteresowanie jej osobą , robiła wszystko by tylko na nią zwrócić uwagę.
Ja wraz z Renią krzątałyśmy się po kuchni przygotowując pyszne przekąski dla wygłodniałego tłumu
Pracy było mnóstwo, więc pojawienie się Babci Marysi i porwanie wnuczki na spacer okazało się strzałem w dziesiątke. Blanusia usnęła snem kamiennym i po powrocie ze spaceru została wraz z wózkiem przetransportowana na balkon, gdzie dalej smacznie spała niczego się nie spodziewając.
Na Przemka zrzuciłyśmy dekoracją mieszkania, wyszło wyśmienicie, pod sufitem mieniły się kolorowe girlandy, a na samym środku i w wielu innych miejscach, lekko poruszały kępy balonów. Tata z Wujkiem Adasiem włożyli dużo siły w napompowanie aż takiej ich ilości.
Aż tu nagle zaczęli pojawiać się pierwsi goście, w kuchni jeszcze wrzało, ale już kończyliśmy wszelkie przygotowania.
Renia z Adasiem wpadli na świetny pomysł pomalowania śpiącej Blanki i w taki sposób, na balkonie z Blanki zrobił się Blankotek. Goście powoli wypełniali nasze małe mieszkanko, gdy obudziła się najważniejsza osoba tego dnia. Feria barw w pokoju oraz masa ludzi okazały się zbyt dużym szokiem dla Blankotka, który potrzebował chwili spokoju w moich ramionach.
Schowałyśmy się jeszcze na moment w sypialni, na krótkie tankowanie-przytulanie, przebrałam ją w piękną, czerwoną sukienkę kupioną specjalnie na tę okazję, uważając na makijaż, by nie uszkodzić nawet piega…
Jeszcze chwilę trwała adaptacja Blanki do zastałej niespodzianki, a później już poszło, oglądanie prezentów, uśmiechy, defilada z lalą, pokazy chodzenia.
Udało się też wyjść z dziećmi na plac zabaw.
Później już tylko tort i słodkie ciasta zostały do skonsumowania.
A wraz z tortem pierwsza świeczka do zdmuchnięcia.
Ponieważ nie miałyśmy okazji do wcześniejszych treningów, Blanka totalnie nie wiedziała co zrobić z płomieniem na cieście. Udało jej się kichnąć dwa razy, ale to nie do końca poskutkowało. By nie kusić paluszka płomieniem, pomyślałam za nią życzenie, zdmuchnęłam świeczkę i wtedy już Ona wiedziała co należy zrobić… wyciągnąć paluszek, zanurzyć go w bitej śmietanie i posmakować.. było pysznie.
Dosłownie, cudaczne rzeczy dzieją się z małą Blanką.
Zaczęło się od wysokiej gorączki i wielkiego narzekania, przeszło przez krótką biegunkę, swędzące zęby, do tego dodała się szczypta gości wraz z wysypką i przepis na przebojowy weekend gotowy :/
Siedzimy w domu i wyglądamy końca niespodzienek.
Aha i mamy od wczoraj nowego zęba w rodzinie - prawa dolna dwójka.
Tylko w troszkę innym znaczeniu, ale jednak.
Pierwszy siad na nocnik bez majtek z krótką instrukcją Mamy i jest siku!!
Myślę sobie, że mam niesamowicie bystrą córkę, biję brawo, cieszę się sukcesem, a tu bach następny raz już nie nastąpił.
Może to z powodu bolących zębów i niemożności odklejenia się na dłużej od Mamy, a może po prostu to było jedynie szczęście początkującego.