życie w świecie królików
czwartek, Sierpień 30th, 2007

Wczorajszy dzień był właśnie takim przytulańcem. Rano zjadłyśmy śniadanie z Tatusiem, żeby nie było mu aż tak przykro że nas opuszcza. Zwyczajny poranek u Chudkiewiczów wyglada mniej wiecej tak:
Tata biegnie rano na basen, ja wstaje i przygotowuje sniadanie, w miedzyczasie budzi sie również Blanka. Wraca Przemus, bawi się chwilkę z Blanką, zasiada ze mna do stolu, a Niunia na podlodze przyglada sie nam ze swojego bujaczka i wspomina burzliwe sny, cmoka, prycha, gaworzy, piszczy.
Później odprowadzamy Tatuńcia do drzwi i zaczynamy dalszy dzien juz po babsku. Wczoraj akurat wróciłyśmy do łóżka, bo Ona chciała possać a ja pospać. W zasadzie dopiero od kilku dni jest w stanie przytulic sie do mnie a nie do cyca, wystarcza jej moja obecność, oddech, to że głaszczę ją po główce, wiec po krótkim posiłku przechodzimy głaskania po główce i tulenia. W takim delikatnym ścisku głów zasnęłyśmy snem kamiennym na dłuższą chwilę. Następnie wyprowadzamy psa, zazwyczaj Blanka jeździ na pole swoją bryką, ale wczoraj wypróbowałyśmy wreszcie nosidełko. To naprawde super sprawa, jestesmy ze soba bardzo blisko, tak ze juz blizej nie mozna, a dodatkowo jaka widoczność i przepych atrakcji, nie to co chmury czy drzewa które ma okazje obserwowac z pozycji leżącej. W każdym razie wrażenia zrobiły swoje, po powrocie położyłam ją ma macie i po kilku minutach, bez zbędnych głosowań zasnęła wpatrzona jak zahipnotyzowana w jedną zabawkę.
Wpadła do nas tez Babcia Marysia na kolejne przytulanko. Dzień minął miło i spokojnie.
A z samego rana, Panienka Blanka postanowila porozmawiac z nami przez sen, moze po prostu nie chcialo jej sie otworzyc oczu, jedno wiem mam strasznie śmieszne i słodkie dziecko, pewnie jak każde, ale ja znam tak dobrze tylko swoje
zapomniałam jeszcze dodać że relaksujemy się przy walcach Chopina, z których optymizm aż tryska, a to wszystko dzięki Tatusiowi
a skoro juz przypominam, to jeszcze jedno wydarzenie przeoczyłam .. jak to pewnego wieczoru postanowiliśmy zrobic odcisk stópki i rączki Blanki do uwiecznienia w jej niemowlecym pamiętniku, ponizej efekty …

Zupka?? to juz dla Blanki codzienność, nareszcie prawie idealnie połyka,co wcale nie jest prosta sztuka, ale udalo sie skoordynowac jezyk i usta w efekcie czego zupka trafia na swoje miejsce, tj do żoladka, a nie na brode.
Z dnia na dzien zwieksza sie tez blankowy apetyt, od 20 poczatkowych mililitrów doszłyśmy do 130, a dzisiaj nawet gdzies w okolice 200. Apetyt rosnie w miare jedzenie i tak jest tez tym razem.
Wszystko byloby wspaniale gdyby nie zęby, to dopiero cieżka droga do przebycia, a my stoimy na jej poczatku. Zal mi Blanusi okrutnie kiedy słysze to zniecierpliwienie w glosiku. Wpycha do buzi co sie da z nadzieja ze pomoze, ale to nieskutkuje,wiec sie maleństwo niecierpliwi. Dokazuje zdecydowanym głosem i opowiada nam o swoim bólu w sposob niedajacy sie opisac słowami. Szczesliwie mase dolegliwosci lecza ramiona mamy i jej pachnace mlekiem piersi, takze i na dziasla jest to bardziej skuteczne lekarstwo od wszelakich zeli usmiezajacych ból. Od soboty ciezko jest nawet zjesc zupke, zeby nie krzyczec ze złosci, wiec co kilka lyzek, a dzisiaj po kazdej Blanka wpycha łapke do buzi, 4 tłusciutkie paluchy, by po chwili wyjac je pomaranczowe do pomachania, poczekec az wjedzie kolejna porcja do buzi i znowu włozyc. Taka mamy kolorowa zabawe w porze obiadowej.
oprócz tego ma tez strasznie duzo do powiedzenia w czasie karmienia, wiec wszelakie prrr, brrrr i wszystko co jest z rrr równa sie fontanna z zupki, ale jakie to słodkie, lepsze niz delicje, których jesc nie moge.
Od pewnego czasu zmienilo sie tez jej zachowanie na spacerach, stało sie bardziej dorosłe. Juz nie placze lezac w wózku, za to bacznie obserwuje okolice, lezy spokojnie, rozluzniona i patrzy przed siebie albo bawi się wiszacymi przed dnia zabawkami.
Zęby jakoś przeżyjemy, będziemy musiały wymyslać coraz wiecej zajmujacych zajec, zeby nie myśleć o tym dotkliwym swedzeniu.


patrzą w tym samym kierunku.
Mamy sobotę, piękny dzień i nie upalny co cieszy. Blaneczka śpi już drugą godzinę, raz na jakiś czas miewa takie zrywy, najczęściej tylko drzemie kilka razy dziennie po kilkanaście czy kilkadziesiąt minut.
W jej pokoiku (kiedys nasza sypialnia) zadomowiły się zabawki, mają wreszcie swoje miejsce i nie walaja sie po katach. W srodę zrobiłam też porządki w Blankowej garderobie, a jest troszkę tego towaru. Teraz miło wejść do sypialni, położyć się obok niej na łóżku i zaśpiewać czy opowiedziec jakas ciekawa historie. Nie potrafię egzystować w bałaganie, tzn potrafie bo muszę, ale nie lubie. Blanka też zapewne ceni ład i stad ten spokjny i długi sen.
Wczoraj spędziłyśmy miły dzień z Ciocia Ania i Nina, z wyprawy przywiozłysmy troszke zupek, pierwsza miseczkę, nowy gryzak i troszke innych pierdów. Zapomniałysmy natomiast kupić żel na bolące dziasełka, więc zarzadzilam wyprawe do apteki.. mówie wyprawe bo cala trasa ma 6 km.
Ja , Blanka w gondoli i Luis w swoim treningowym kagancu, ktory z wrazenia źle przypielam i średnio działał. Połowę eskapady Blanuś przespała, Luisa wcisnęłyśmy pod apteką Tacie, co pozwoliło nam przynajmniej na bezstresowy powrót ( w ursusie jest masa szczekajacych burków).
Zmęczyłam się okrutnie, bo trase z wózkiem i psem przemaszerowałam w niespełna godzinę, ale jak to bywa po wysilku fizycznym, bylam szczesliwa, Ona zreszta tez.

aż ze zmęczenia padła.
kolejny dzien wprowadzenia zupki, poczatki okropne, plucie, płacz, wkładam w nieszczęśliwe usteczka pierś co kilka łyżeczek wepchniętej papki. W końcu uznaje że nauki wystarczy, odstawiam zupkę i pozwalam Blaneczce się wyluzować. Luz równa się ssanie i mizianie mamy po dekolcie. Zasnęła, lecz nie na długo, dzisiaj objawia się w niej meteopatka czy co, grzmi, leje, a dziecię nie może spać.
Po przebudzeniu mysle… hmm a może by tak zupka , okazuje się, że Blanka zaczyna połykać papkę a nawet otwiera ochoczo mordkę na widok sunącej ku niej zielonej łychy.
Takie nasze małe zwycięstwo a jakie radosne, widok jej zadowolonej nowym smakiem, umorusanej buźki to cudowne uczucie.
Przemusiu niech nie będzie Ci przykro, mamy juz plan, w sobote lub niedziele, to Ty podasz naszej córci obiadek ![]()
Kocham Was oboje.




Może pamiętacie to stwierdzenie, Babcia Gienia zawsze na moje natarczywe pytania - Babciu a co to za zupa, odpowiadala takim własnie sformulowaniem. Nie powiem… obrzydliwym, dla mnie jednakoz nie bylo ono okropne, rzekomy trup w moich wyobrazeniach jawil sie jako strup
rownie obrzydliwe, ale jednak zawsze strup lżejszy od trupa.
Blanka jeszcze nie marudzi, nie krzywi sie na wiadomosc o pomidorowej, ktorej powiedzmy nigdy nie jadla a juz wie ze nie lubi, to jeszcze daleko przed nami. Dzisiaj poznala nowy smak, a jaki bogaty, marchewka, ziemniaczek, pietruszka i maselko zatopione w szklance wody, zmiksowane i podane. Nowe doznanie zaliczone na plus, wiecej wprawdzie było plucia, ale jutro kontynuowac bedziemy nauke polykania pomaranczowej zupy:)