na długie wieczory najlepsza zabawa w żmijkę
czwartek, Wrzesień 27th, 2007Proszę Państwa oto Żmijka Żmijka przed wieczorną kąpielą




Proszę Państwa oto Żmijka Żmijka przed wieczorną kąpielą




To ważna dla nas data, Babcia Marysia ma bardzo okrągłe urodziny i akurat My (Mama, Blanka, Tata) mieliśmy okazję jako pierwsi ją uściskać.
Była mowa o depresji, obawie że to już, że tyle, ale dobrze że pierwszym (no Tata nas wyprzedził) widokiem w Babci nowym wieku była najukochańsza Wnusia i jej uśmiech, to cudowniejsze niźli prezenty najznakomitsze. W naszym życiu miejsca na żale nie ma.
Wczoraj korzystając z pięknej pogody spędziłyśmy pół dnia spacerując i po tylu miesiącach wspólnych wypraw są jeszcze w ursusie nieodkryte przez nas drogi. Najpierw stałą trasą przeszłyśmy do parku, w parku udałysmy się na plac zabaw dla dzieci, który jest placem bardzo specyficznym, o duzym zagęszczeniu zabawek i masie dzieci z rodzicami. Poczułam się w nim jak na dzieciecej planecie, która na Blance wywarła ogromne wrażenie, obserwowała jak zahipnotyzowana, dopiero po 20 minutach wydobywajać z siebie jakikolwiek dzwięk.
Wrócić do domu postanowiłyśmy aleją wzdłuż torów, po drodze odkryłyśmy mały piwniczny sklepik z pysznymi rogalikami, starą wagą i przemiłą sprzedawczynią, minęły nas dwa strasznie huczące pociągi a Blanka zasikała mi komórkę
Aleja prowadziła wzdłuż kościoła, a że zbliżała się 18 weszłyśmy do środka. Już w drodze powrotnej (prosto do domu, najszybciej jak można) spotkałyśmy jeszcze Tatę wracającego z pracy na skuterze, który dał nam buzi i pomknął bzykiem zostawiając za sobą smród spalin.
Blanka po raz kolejny spędziła wieczór z super Babcią potrafiącą wyjść z każdej opresji. Równiez wczoraj Babcia Marysia nas nie zawiodła, a gdy maluszek potrzebował bliskości i cycusia, pobiegła do łazienki, wyciągnęła z kosza zdjętą przez ze mnie przed wyjściem bluzkę i otuliła je znajomym zapachem . Poskutkowało, przytulona do szmatki Blanka zasnęła słodko, podczas gdy my “kontemplowaliśmy” sztukę autorstwa Cioci Olgi
u nas jak zwykle wesoło


Zdjęcia śliczne. Bóg zapłać







Chciałam jeszcze dopowiedziec, ze przedostatnie zdjecie charakteryzuje sposób trzymania Tatusia ![]()
Zostałam nazwana zrzeda, bo cały czas prosiłam by nie gniótł jej sukienki i ładnie ją prezentował.
Faktem jest, że słodycz z niej płynąca jest tak urzekająca, że i w jutowym worku czarowałaby towarzystwo.
Całorodzinnie unosimy się nad ziemią. Nasza szczęśliwa trójka. W podzięce za swojego Męża i Córkę poszłabym na kolanach do Częstochowy.
Dla takich dni jak dzisiaj warto żyć. Szkoda że tego przepełniajacego szczęściem uczucia nie da sie zachować na dłużej.
Dziś byliśmy najdumniejszymi rodzicami i jeszcze to babie lato, na nie czekałam i mialam cichą nadzieję, że właśnie w tą niedziele.. spełniło się.
Lubię kiedy wspaniały efekt końcowy to wynik wspólnych działań, na przykład w kompletowanie garderoby dla naszej Księżniczki, zaangażowanych bylo kilka osób. Ja wynalazłam suknię, Babcia Marysia wypatrzyla sweterek, a Mama Chrzestna-Renatka najpiekniejszą czapeczkę jaką można było sobie wymarzyć. W majtkach z przodu nutki wycięte przez Tatę z rękopisu Chopina, z tyłu stówa od Babci Eli (wzięta muzyczka bądź piosenkarka nam rośnie :)) A Wujek Maciek, nie zapominajmy, zorganizował ekstra przyjęcie.
Biala Blanka jak kwiat stała sie częścia Kościola, w magiczny sposob przyjęła swój pierwszy sakrament, ze zrozumieniem w oczach, którego spodziewać się nie można u takiego szkraba. Nie spała, uważnie obserwujac księdza z pomiędzy drapiących dziąsełka zabawek.
A potem na przyjeciu darowala bezinteresowanie swe uśmiechy zarażajac optymizmem.
Dziekujemy wszystkim, którzy byli z nami w tym dniu, Wujkowi Robertowi super fotografowi, Cioci Zuzi niezastąpionej operatorce filmowej, Chrzestnym spisujacym sie na medal, Renatka machnela szatka jak trzeba, a Maciuś dopilnowal płomienia jak przystalo rasowemu donowi :), Babci Mari za wystąpienie toastowe, Wam wszystkim za masę ciepłych słów, które kłębia sie w naszych głowach, za życzenia dla Blanki i za to że tak potraficie ze soba wszyscy rozmawiać. Dziekujemy
Szkoda, ze zabraklo Pradziadka, ale w koncu to juz prawie 100 lat. My dojedziemy do Niego.



Dużo się dzieje, tak że nie mamy czasu na pisanie.
Rozwój noworodka w toku, ciągle za nami kolejne pierwsze rzeczy. Pierwsza sesja zdjęciowa i chwile w studiu, jeszcze nie własna, ale do tej cały czas się zbieramy. Narazie sesja ogladana od kuchni
Podróż dziadkową ciężarówka też już za nami.
spacer z Babcia Marysią przez kałuze w akompaniamencie kropli deszczu i grzmotów, histeria za ukochanym cycusiem, postawiona na nogi cała rodzina
oj porafi dać popalić taki mały człowieczek, którego poczucie bezpieczeństwa zostało naruszone.
Babcia i tak jest na medal, Dziadek też stara się jak może, ale jednak kobieta to zazwyczaj matka, a matkowania sie nie zapomina.
Poza tym mamy pierwsze pleśniawki … więc wybieramy się do lekarza, mam nadzieje ze to nie swedzi, biegne przeszperac internet, a potem zamknę go na dyskietce razem z pleśniawkami :/
Piękna fotografia ze wspólnego spaceru z Ciocią Dżelą.
Dziękujemy
notorycznie ściągnięte skarpety

W niedzielę minęło 5 miesięcy od kiedy jesteśmy we troje. 5 miesięcy to jest coś, z tej okazji bedąc na imieninach Babci i Dziadka wymieniłyśmy brykę na dorosłą spacerówkę!! od razu chętniej wychodzimy z domu w myśl zasady mała rzecz a cieszy.
Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdzki, a może w skutek miłej atmosfery imieninowej, Blanka rozgadała się ogromnie. Pisków, zaczepek i grymasów nie było końca, nawet głośny śmiech na który trzeba u niej zasłużyć rozbijał się po ścianach ku uciesze wszystkich.
Kiedy się śmieje to wszystkie troski nikną, nie ma poza nią nic wiecej, nic ważniejszego. Popis erudycji udany, czyżby próbowała sie nam przypodobać :)?
Z osiągnięć niemowlaka:
w zachwyt wprowadza Blankę kiedy trzymając ją na ręku piję wodę z butelki. Oczy prawie wychodzą z orbit :), a ręka dziarsko wyciąga się ku krysztalowej, mieniącej się butli, dotyka, głaszcze, klepie. Tak samo bada nasze twarze, dotyk malutkich, pulchnych dłoni jest niezastąpiony.
Chodzimy na długie spacery, z tym że teraz są one jeszcze przyjemniejsze. Blanka to wdzięczny obserwator i słuchacz moich opowieści, miło jest widzieć świat oczami dziecka, zastanawiać się nad kszatłtem czy barwą liści, ona uwielbia drzewa, dlatego na spacery chodzimy do parku. Troszke musimy przejsc, mijając szczekajace psy, róznorakie ogrodzenia i masę kolorowych kwiatów, a kiedy do noska wpada wiatr, śmiesznie się zatyka, ale nie płacze, w zasadzie Blanka lubi kiedy dmucham jej w twarz, za każdym razem łapie wydmuchane powietrze i kończy uśmiechem.
We wtorek trafiłysmy po drodze do małego kościólka, msza wieczorna na której frekwencja żadna, tym lepiej. To było jak dotkniecie Boga.
Dodatkowo Ona z tą swoją zaciekawioną miną, jedno jest pewne, nie lubi Pani organistki, przy każdej piesni manifestowała swoje niezadowolenie.
Wyszłam naładowana pozytywną energią, a Blanka głodna jak wilk, wiec już na sygnale wróciłyśmy do domu.