Dziecko to takie małe domowe zoo. Swoimi różnorodnymi formami zachowania czy wyglądu naturalnie wywołuje porównania do zwierzatek i tak oto Blaneczka była już prosiaczkiem, dziobakiem, żmijką a teraz jest również rakiem. A rak jak wiadomo chodzi wspak, nasz rak, pełza do tyłu.
Raz kuper do góry, dwa ręce wyprostowane, chwila utrzymania rónowagi i już jest kilka centymetrów dalej od celu
własciwie wie o co chodzi, choc nie koniecznie idzie w porzadanym kierunku. Chce sie do nas zblizyc, uruchamia caly szereg miesni, konczyn i czego sie tylko da, a efekt wrecz odwrotny
Zaskakuje nas mimiką twarzy, nie wiem skad ona czerpie pomysly na miny???
Nie znosi zakladac kurtki i czapki, wydziera sie w samochodzie po godzinie 18, grymasi przy jedzeniu zupy, ciagle piszczy i ma coraz wiecej do powiedzenia. Uwielbia metki od zabawek, w swoich malenkich łapkach potrafi zbadac kluczowo dokladnie wszystko, te lapki wszedobyslkie, takie kochane, gladkie, pulchne i cudownie pachnace moglibysmy calowac bez konca.
Zeszly tydzien obfitowal we wrazenia. Ciagle bylysmy poza domem. We wtrorek wypad na Jelonki, Tata do pracy my na spacer. Luis w parku poznal kilka suczek za ktorymi ganial, Blaneczka spala a ja gawedzilam z wlascicielami psów, pozniej spacer do wartsztatu Dziadka i to juz byl nielada wyczyn. Wózek, Luis ciagnacy sie na smyczy i Blanka na rekach, bo darła sie wnieboglosy w wózku. Kiedy juz u granic wytrzymalosci dotarlam z cala watacha do mieszkania zeby zostawic luisa i nakarmic Blanke, ta pod drzwiami zasnela. Pies zgodnie z planem został, my wrócilyśmy na spacer. Pozniej już bylo lepiej, gadanie w wózku, uśmiechy, bajery, obiad na swiezym powietrzu z Tata (i nie tylko) w barze country, znowu spacer i powrót do domu. Po takim świeżym dniu Blanka miala aż buraczkowe policzki, ale pewnie i sen smaczny.
Sroda o dziwo w domu, ale za to z długim spacerem po ursusie, bo dzien znowu piekny. Czwartek Jelonki, poranek spedzony bez mamy u Babci Marysi, popoludnie w sklepie, za to wieczor u Panstwa T. i wielka atrakcja, trójka dzieciaków
w tym Szymek rówiesnik. Choć wizyta wypadła o poznej porze na sen nie bylo czasu ani ochoty. To wlasnie na dywanie Cioci Iki Blanka zaczela popisywac sie swoim kuperkiem i w szybkim tempie od nas odsuwac. Od razu nasuwa mi sie skojarzenie do żółwia, bo to takie specyficzne zwierze, ze gdy na nie patrzymy wydaje sie byc nieruchome, a wystarczy odwrocic wzrok, raz dwa juz go nie ma. Z Blanka jest podobnie, gdy na nia patrze potrafi lezec w jednej pozycji pare minut, wystarczy ze pojde po wode, a ona juz poznaje strukture podlogi tymi swoimi czepialskimi lapkami.
No i w sobote szalony tydzien zakonczony mini weselem, czyli impreza urodzinowa wujka Macka, oj duzo sie dzialo, glosno i radosnie, do tego Mama i Tata poprzebierani. Blanka potrafi sie zaklimatyzowac w kazdych warunkach wiec i tu znalazla przyjazne raczki wielu cioc, a pozniej zamiast spac, harcowala z masa dzieciaków pod nieobecnosc rodzicow. Mozna powiedziec, ze to byla jej pierwsza, udana impreza wsrod ciotecznego rodzenstwa. Oj bedzie miala fajnie ta nasza najmlodsza w rodzinie Blaneczka