Archive for Październik, 2007

Dziadek

środa, Październik 31st, 2007

Ostatnio dziadek przeszedł chrzest w pilnowaniu Blanki. Poradził sobie tak dobrze, że medal można by spokojnie przyznać. Bądź co badź to facet jest, ale jak widać z zacięciem macierzyńskim :)

Cóż mogę powiedzieć, dziekuję i ahoj przygodo… od przyszłego tygodnia zaczynamy ogladać zaległe filmy w kinie, nie na dvd.

Blanka

wtorek, Październik 30th, 2007

Zachwycam sie nia, ze szczescia zapiera mi dech w piersiach. Kiedy rozmawia po swojemu uzywajac coraz wiecej glosek, kiedy bada paluszkami moja twarz, nawet kiedy wyrywa z usmiechem na ustach wlosy. Miekne na glos corki wykrzykujacej mmamma, mmmamma, kiedy jest jej samotnie i źle, gdy przez palce śpiewa i robi brrrr z buzią pełną zupki.
Jest juz taka zwinna, szybka, z bystrym przenikliwym spojrzeniem. Patrzy na mnie madrymi oczami, wtedy truchleje, czy bede dla niej wystarczajacym wzorem.

Wśród tych bardziej i mniej poważnych rozmyślań rzecz najzabewniejsza.. Blanka jako Jane Fonda, wlasnie tak, mamy dla niej specjlna opaske, a do tego te wygibasy nogami, na boczku w górę, w bok.. wołam wtedy Jane co Ty znowu wyprawiasz, a ona się cieszy jak żabka, od ucha do ucha, kto by sie nie rozmiękczył, no kto?

Skrócona instrukcja bloga, bo nie wszyscy pewnie zauważyli, że po najechaniu myszka na zdjecie ukazuje sie odpowiedni do niego komentarz.

Poniżej Jane w akcji, niestety gimnastyki nie udalo sie uchwycic.

żabi uśmiech

jeszcze jeden

 a to podróże raczej małe niż duże

nieznana podłoga

nieznane lepiej smakuje

jesienne życie

niedziela, Październik 28th, 2007

Popołudniowy spacer wśród dymu palonych liści (i nie tylko ;/), wrzasków kruków, grabiacych ogródki ludzi, powolny spacer w mglistej jesieni.

gdyż widok mamy wieje nudą :)

gapa gapowata

Czapa poziomka to prezent od Pani Moniki, przyjaciółki Cioci Ani. Śliczny, praktyczny i Blanka nie płacze przy jej zakładaniu.
Dziękujemy.

Poniżej kilka zaległych zdjęć, ostatnio zapominamy o aparacie, a jest co fotografować… kolejne oswojone smaki, podobno niemowle do jednego roku ma 12000 kubków smakowych, pdczas gdy dorosły człowiek zaledwie 3000 ?
Mata zdobyta, pierwsze upadki na podłogę, bo przecież rejon maty to zdecydowanie skurczone miejsce do wojaży. Teraz także pałąki są nielada wyzwaniem, dobrze ze je zainstalowałam, bo widok podwieszającego się dziecka jest niezastąpiony :)
Na dzisiaj to tyle. Bez odbioru.

pyszny buraczek zjadł na obiad raczek

mata zdobyta

mama mi zazdrości.. po prostu

relaks pewnej soboty

byliśmy na zakupach

i od tej pory mówią na mnie czarnuchu ?

a tak wychodzę z kąpieli

ewentualnie tak

urodziny Dziadka, fajnie było

z butelką też daję radę, ale wolę naturę

Każdy rak chodzi wspak

środa, Październik 24th, 2007

Dziecko to takie małe domowe zoo. Swoimi różnorodnymi formami zachowania czy wyglądu  naturalnie wywołuje porównania do zwierzatek i tak oto  Blaneczka była już prosiaczkiem, dziobakiem, żmijką a teraz jest również rakiem. A rak jak wiadomo chodzi wspak, nasz rak, pełza do tyłu.
Raz kuper do góry, dwa ręce wyprostowane, chwila utrzymania rónowagi i już jest kilka centymetrów dalej od celu :) własciwie wie o co chodzi, choc nie koniecznie idzie w porzadanym kierunku. Chce sie do nas zblizyc, uruchamia caly szereg miesni, konczyn i czego sie tylko da, a efekt wrecz odwrotny :)

Zaskakuje nas mimiką twarzy, nie wiem skad ona czerpie pomysly na miny???
Nie znosi zakladac kurtki i czapki, wydziera sie w samochodzie po godzinie 18, grymasi przy jedzeniu zupy, ciagle piszczy i ma coraz wiecej do powiedzenia. Uwielbia metki od zabawek, w swoich malenkich łapkach potrafi zbadac kluczowo dokladnie wszystko, te lapki wszedobyslkie, takie kochane, gladkie, pulchne i cudownie pachnace moglibysmy calowac bez konca.

Zeszly tydzien obfitowal we wrazenia. Ciagle bylysmy poza domem. We wtrorek wypad na Jelonki, Tata do pracy my na spacer. Luis w parku poznal kilka suczek za ktorymi ganial, Blaneczka spala a ja gawedzilam z wlascicielami psów, pozniej spacer do wartsztatu Dziadka i to juz byl nielada wyczyn. Wózek, Luis ciagnacy sie na smyczy i Blanka na rekach, bo darła sie wnieboglosy w wózku. Kiedy juz u granic wytrzymalosci dotarlam z cala watacha do mieszkania zeby zostawic luisa i nakarmic Blanke, ta pod drzwiami zasnela. Pies zgodnie z planem został, my wrócilyśmy na spacer. Pozniej już bylo lepiej, gadanie w wózku, uśmiechy, bajery, obiad na swiezym powietrzu z Tata (i nie tylko) w barze country, znowu spacer i powrót do domu. Po takim świeżym dniu Blanka miala aż buraczkowe policzki, ale pewnie i sen smaczny.

Sroda o dziwo w domu, ale za to z długim spacerem po ursusie, bo dzien znowu piekny. Czwartek  Jelonki, poranek spedzony bez mamy u Babci Marysi, popoludnie w sklepie, za to wieczor u Panstwa T. i wielka atrakcja, trójka dzieciaków :) w tym Szymek rówiesnik. Choć wizyta wypadła o poznej porze na sen nie bylo czasu ani ochoty. To wlasnie na dywanie Cioci Iki Blanka zaczela popisywac sie swoim kuperkiem i w szybkim tempie od nas odsuwac. Od razu nasuwa mi sie skojarzenie do żółwia, bo to takie specyficzne zwierze, ze gdy na nie patrzymy wydaje sie byc nieruchome, a wystarczy odwrocic wzrok, raz dwa juz go nie ma. Z Blanka jest podobnie, gdy na nia patrze potrafi lezec w jednej pozycji pare minut, wystarczy ze pojde po wode,  a ona juz poznaje strukture podlogi tymi swoimi czepialskimi lapkami.
No i w sobote szalony tydzien zakonczony mini weselem, czyli impreza urodzinowa wujka Macka, oj duzo sie dzialo, glosno i radosnie, do tego Mama i Tata poprzebierani. Blanka potrafi sie zaklimatyzowac w kazdych warunkach wiec i tu znalazla przyjazne raczki wielu cioc, a pozniej zamiast spac, harcowala z masa dzieciaków pod nieobecnosc rodzicow. Mozna powiedziec, ze to byla jej pierwsza, udana impreza wsrod ciotecznego rodzenstwa. Oj bedzie miala fajnie ta nasza najmlodsza w rodzinie Blaneczka :)

mam kawal czlowieka w domu

poniedziałek, Październik 15th, 2007

Jesień mija cudownie, zapewne wszystkie mamy wygladają pięknie przez to złoto obsypujące ich twarze gdy godzinami spacerują z dziećmi. To dla ich dobra, bo niedługo zima, spacery będą krótsze i dni również, szybko zapadnie noc i wszyscy popadniemy w zimowe odretwienie.
A Żmijka sie za to budzi do zycia, coraz szybciej, zwinniej, uważniej, chwyta wszystko rączkami w locie, pożera, albo przygląda się w skupieniu. Sięga po zabawki coraz dalej, wygina się, pręży, wierci pupą, wszystko by spełnić swoją zachciankę. Pojęła o co chodzi spiewającej zabawce (dzieciecemu odtwarzaczowi płyt) i wie, że trzema nacisnąć, przytrzymać i puscić żeby zagrało, a My (rodzice) jak zaczarowani wpatrujemy sie i cieszymy pierwszymi odkryciami Córci.
Jednak gdy marudzi mam ochote schować się w łazience i zamknąć drzwi, tak tak, czasem jestem zmęczona, uzbrajam sie jednak w cierpliwość, biorę ją na ręcę i pokazuję cos nowego, poznany dom bowiem staje sie powoli nudny. Dlatego gdy wyjeżdzamy, mam boskie dziecko, spokojne, ugodowe, potrafiące się zapatrzyc w białą ścianę :), gdy jesteśmy w domu odzywa się w niej terrorysta, żąda ode mnie ciągłej zabawy, pluje zupami itp. No cóż, jest przeciez odrębną istotą, buduje swoją inteligencję i potrafi wykorzystac zaobserwowane zachowania mamy. Staram się byc nieugieta i gdy wiem, ze jej naprawde nic nie moze dolegac pozwalam na chwile marudzenia. Zazwyczaj po kilku mrukach zamuje sie w koncu zabawka i zapomina o pozycji naręcznej, na brzuszku krecic kólka jest za pewne o wiele fajniej.
Moim ulubionym usmiechem Blanusi jest ten rozdawany przy próbie obrotu na plecy, kuper do góry, reka do tylu i usmiech, zdajacy sie mówić, ze jest ze swoich osiagniec bardzo zadowolona.

Sypia juz calkiem dorosle, na pol boku z brzuszka :) wyglada niesamowicie, a cala sypialnia jakby falowala od jej slodkiego, spokojnego oddechu. W sobote rano obrocila sie na brzuszek i tak jej sie to spodobalo, ze zamiast budzic nas naglym chrzakaniem, jak ma to w zwyczaju, zaczela spiewac, wiec jak tu jej nie kochac.
Budzi sie mniej wiecej o stalej porze tj pare minut po 7, staram sie ja przechytrzyc, karmie, a pozniej ukladam posrodku nas, daje  zabawke i spimy dalej, co jakis czas na zmiane ja zabawiajac.
Dzis rano juz same, wiercilysmy sie w lozku do 10  pod ciepla koldrą, ciagnela mnie za wlosy i gryzla, ale bylo naprawde fajnie.

oto ja

jak sie zamyslam

jestem w akcji

w ofensywie

spokojnie

pierwsza połowa za nami

środa, Październik 10th, 2007

Można by powiedzieć, mam pół roczku, całe pół sięgam głowką ponad stół, ale to wyliczanka dla starszych dzieci, chociaż w zasadzie to Blanka sięga nawet wyżej, kiedy nosimy ją na rękach. Wczorajszy dzien nie charakteryzował sie niczym szczególnym, nawet nie miałam w planach świętowania go, tyle tylko że ugotowałam pyszny obiad dla siebie i zupkę z wiejskich warzyw dla Blanci.
Ale wieczorem wpadł Dziadek z czadową piramidką, a zaraz po nim Tata z pierwszą komórką wyznajaca milosc i nie tylko.

Żmijka cieszyla sie do nowowsci i poznawala raczkami, a my jak w zakletym kregu wiedzielismy juz że popłyniemy z tym nurtem, bo to przyjemnosc niesłychana sprawiac dziecku radosc, nawet tylko materialna.

hmm.. to cos da się polizac?

fajnie

dziadek mi pokaze co sie z tym robi

chlopcy nie za duzo szczescia na raz?

no jak to, już koniec tygodnia

piątek, Październik 5th, 2007

Hurra, wreszcie zauważyłam swoje stopy, zdaje się mówić Blanka ucieszona tym faktem ogromnie. Dużo czasu zajeło jej dojście do takiego stopnia zaawansowania ale wreszcie i to nastąpiło :)
Od kilku dni z upodobaniem bada swoje stopy a ostatnio zauważyła również moje, nieco większe, wydawało mi się, że przez chwilę zamarła gdy je zlokalizowała, ale to pewnie tylko wrazenie :)

Tydzień minął bezpowrotnie i szybko, a to za sprawą masy atrakcji związanych z wyjazdem do Babci Eli. To raptem dwa dni, a nie opuszczało mnie wrażenie, że zabrałam pół mieszkania i jeszcze czegoś zapomniałam. Pół mieszkania, bo wózek, mata edukacyjne (bez pałąków, bo tego Tata by już nie przeżył), pieluchy, mase ubranek na różne okolicznosci przyrody i wydarzen okołodniowych (zasikanie, zwymiotowanie, obslinienie, ozupienie itp). Obowiąowo również i pies.
Po drodze do Babci wreszcie zgodnie z sypiącym się planem początku tygodnia, zdołaliśmy odwiedzić Pradziadka i Wujostwo :) Było przaśnie. Blanka nas nie zawiodła i pomimo późnej już pory, była odwiedzinami wyraźnie uszczęśliwiona, podobnie zresztą jak Dziadek. Obejrzeliśmy po raz wtóry video retrospekcję chrzcin, wypiliśmy herbatę, zjedliśmy szarlotkę podróżniczkę, Adam zaprezentował mi swoje mrożonki :), porozmawialiśmy, pośmialiśmy się i pożegnaliśmy. Pozostała refleksja o tym jak to pojęcie upływu czasu zmienia się w zależności od wieku oraz  zamiar częstszych odwiedzin.

Do Babci jechalismy juz na sygnale, dopóki syrena nie zasnala. Po takim koncercie była już tak padnięta, że nie zauważyła zbytnio zmiany scenografii, a gdy tylko poczuła moją bliskość i miękkość sutka szybciutko zasnęła. Niska temperatura otoczenia bardzo Blance służy, pierwszej nocy to ja obudziłam się na karmienie, podczas gdy córka spała słodko twardym snem niedzwiedzia.

Niestety dwa dni minęły za szybko. Teraz gdy jestesmy juz w domu tesknimy za tamtym powietrzem, klimatem jesieni, ogródkiem, w którym pieliłam kwiatki a Blanka bacznie mnie obserwowała. Wujek przywiercał drewniane przęsła do barierki, ktoś inny szykował opał na zimę. Jesienią prace koło domu są bardzo przyjemne i dobrze że Blanka może tak różnorodne zachowania ludzi obserwować :D

 Z osiągnieć niemowlaka : zaczynamy paczkę Pampersów 4. Nosimy rozmiar 74 (ja w zasadzie przenoszę). Te ubrania są ogromne i pamietam, że kiedy dostalam kilka takich ubranek  zaraz po narodzinach Blanki, pomyslam, jejku jakie to duze, pewnie na rok.
Raz dwa trzy wyrośnij z ubranek i TY :D

P.S Wczoraj byłyśmy u rehabilitantki, niestety asymetria jest nadal głęboka, do czego sama przyczyniam się nieodpowiednim noszeniem dziecka. Teraz zaczyna obowiazywać konsekwentny zakaz sadzania i stawiania Blanki. Do tego mamy naprawde nieprzyjemne i trudne ćwiczenia, ale jeszcze tylko chwila dojdziemy do perfekcyjnej postawy.

Życie nabiera tempa

poniedziałek, Październik 1st, 2007

Po miesiącach nic nie robienia, Żmijka Afrykańska budzi się z letargu, zaczyna polować i zbierać siły do działania. Najczęstszym jej łupem pada maminy misiek, wybitnie ulubiona przekąska. Najedzona i pełna energii wierzga, kręci kółka wokół własnej osi na brzuchu, robi mostki  i kręci się również na plecach. Wygina się żmijkowo na boki z rozjechanym uśmiechem na ustach. W czasie posiłków zakłada nogi na stól i nie ma mowy by tak jak wcześniej spoczywały spokojnie na kolanach mamy. Poza tym  z upodobaniem zajmuję się tzw kuprowaniem, czyli jak nazwa wskazuje unoszeniem kupra ku górze :)
Dodatkowo coraz więcej i śmielej śpiewa ( a żmijki raczej sycza, cóż ewenement), piszczy w pełnej skali no i najcudniej się żali.
Weekend Żmijka spędziła otoczona Rodzicami, a szczególnie Tatą (narracja w stylu filmu przyrodniczego to jego wymysł). Sobota była wprawdzie marudna, dlatego trudno było odciągnąć żmijkę od matki. Nastrój ten uwieczniony został na zdjeciu, na którym głowne obiekty to - cyc - blanka - kotlet - tłuczek do miesa, ot codzienne przyjemnosci zycia z małym gadem.

Niedziela to naleśniki przy wspólnym stole, długi spacer w nosidełku z mocno wyrażanym zadowoleniem z pozycji wszystko widzącej, zapach pieczonego kurczaka, szarlotki i ogólne rozprężenie mięśni, także Żmijkowych.

A wieczorem druga już z kolei kąpiel w wannie z Mamą, jedna mała gadzina a tyle radości :)

dostałam mięsem w czoło?

bo uwielbiam nowości

takie liście spadają mi na balkonie

jest ekstra

rzęsa

poniedziałek, Październik 1st, 2007

O poranku z poniedziałku na policzku Blanki zagościła jej wypadnieta rzęsa, miałam ochotę powiedzieć  “Blanka pomyśl życzenie i klepnij się w policzek” :)