Archive for Listopad, 2007

Blanka zdobywczyni

piątek, Listopad 30th, 2007

Jakby nidgy nic, od niechcenia zdobywa nowe tereny. Zaskakuje mnie przy tym swoją zwinnością, pozornością żółwia, ponieważ nadal gdy wszyscy patrzą gramoli się niezdarnie. Wystarczy na chwile odwrócić zwrok, a Ona od razu coś wywinie.
Wczoraj przeczołgała się w szparze pod ławą, gdzie przystopowawszy zajęła się moimi kapciami :) oczywiście nakryłam i uwieczniłam zdarzenie aparatem :)
W trymiga dotarła do żelazka zostawionego przeze mnie na podłodze!

A dzisiaj od rana niby niechcacy wyciagnęła dwie płyty z komody. Zaczyna się era oczyszczania terenu z bibelotów i innych przedmiotów potencjalnie ciekawych dla dziecka.

a kuku

co to takiego?

Tata jest smieszny, zrobil ze mnie krolika

spogladam w okno i .. zawieszenie

zwyczaje

czwartek, Listopad 29th, 2007

Jednym z naszych zwyczajów jest wspólna kąpiel gdy nikogo nie ma w domu. Kąpiel popołudniowa Mamy.
Blanka siedzi w swoim bujaczku i jak nigdy spokojnie obserwuje. Rozparta, nogi na boki, rece rozwalone, patrzy i patrzy na mnie, zmokłą kurę.
Później wychodzę i robię szuru buru, czyli suszę włosy suszarką.. czasem zasypia, czesciej patrzy za kazdym razem podobnie zafascynowana.

Podróż gwiazdy

czwartek, Listopad 29th, 2007

To była druga tak długa podróż w życiu małej Blanki.
Pierwszą, kiedy miała niespełna 3 miesiące odbyliśmy wspólnie nad morze, wyjazd długi bo 2 tygodniowy.
Tym razem trafił nam się weekendowy wypad do Wrocławia. Blanka choć dwukrotnie starsza, znacznie gorzej znosiła podróż. Kołysanie samo w sobie nie jest wystarczającą atrakcją na 5 godzin spędzonych w tej samej pozycji.
No dobrze, robiliśy postoje a ja starałam się ją zabawiać, lecz końcówkę drogi (wrocławskie korki) spędziła u Mamy na kolanach wpatrzona w świat za szybą.
Już pierwsze chwile w hotelu zwiastowały pomyślność pobytu. Blanusia dostała bowiem swoje łóżeczko, a to stało się powodem tryskającej na lewo i prawo radości z krecącego kółka wokół własnej osi dziecka.
Jeszcze fajniejsze okazało się super wygodne łoże rodziców, na którym to rozkosznych zabaw, pisków i śmiechów nie było końca.
Dobrze zrobił naszej trójce ten wyjazd. W pokoju ciasno, ale razem to najważniejsze.
A czemu gwiazda :) kto zagląda na fotogloga Taty ten wie :)
Jak już mówiłam nasze dziecko potrafi się pokazać z jak najlepszej strony. Pierwszego dnia festiwalu, pomimo zmęczenia podróżą, podczas projekcji fotografii wytrzymała kawał czasu najpierw ogladając slajdy, a potem bawiac sie na podłodze wśród zaczepiających ją innych uczestników spotkania.
Następny dzień obfitował w spacery, masa świeżego powietrza do wieczora, kolejne spotkanie i wykład, kolejny pokaz dobrych manier, skończony wywiadem najmłodszej blogerki :)

Spacerowaliśmy dużo, we wrocławiu jest zdecydowanie cieplej niż w warszawie, więc i chęci dopisywały. Jedynym minusem było przyzwyczajenie Blanki do tych spacerów. Gdy wróciłyśmy do domu, zapał wyjść opuścił mnie, czego nie można powiedzieć o Córce. Także chcąca lub nie, w deszczu, śniegu czy mrozie, swoje muszę odstać na dworze, jeśli nie chce mieć zrzędy w domu.

Z osiągnięć niemowlaka:
Czworakowanie  w toku, powoli Blanusia przesuwa rączki do przodu i dzisiaj nawet zrobiła coś na kształt pierwszego czworaczkowego, lekko niezdarnego kroczka.
Dada, Tata , Baba.. już nie tylko ja jestem uprzywilejowana, no bo Mama przewija się od dłuższego czasu. Teraz dołączyły pozostałe sylaby do kompletu, jest coraz goręcej. Czekamy na kaloryfer :)

P.S nie wiemy na ile był to zbieg okoliczności, na ile prowokacja niemowlęca - dzisiaj z ust Blanki popłynęło Tata i gdzieś po drodze stopiło się ze wzrokiem wbitym właśnie  w niego - w Tatę. Gratuluję 

Bywałyśmy

wtorek, Listopad 20th, 2007

No więc wróciłyśmy do domku. A tu … niestety smutno, rano mama, po poludniu mama i wieczorem tez mama. Wprawdzie jest jeszcze Tatus i Sasiadka R. ale brakuje Tomka, Karolinki, Babci i tej całej gromady przewijajacej sie przez dom przez te kilka dni :)
Było naprawde fajnie, poranne pobudki w zimowej atmosferze, ale takiej, że nosa z pod kołdry wyściubić się nie dało. Później ciepłe ubranko, śniadanie w kuchni z oknami na wschód,  by wreszcie poczuć rozpierające grzejniki ciepło :) Klimat jak u gaździny.
Pierwsze mrozy mamy za sobą. Niestety przewlekły katar nadal trwa i raczej nie obejdzie sie bez wizyty u pediatry.
Na wsi zakupiłyśmy z Babcią olbrzymią dynię, którą teraz pozostało pozamykać w słoiczki zeby tuczyć małą Blaneczkę w zimowe dni.

Z osiągnięć niemowlaka : zgłębianie tematu raczkowania kontynuowane, ćwiczenia ala Jane Fonda coraz bardziej wymyślne, Blanka leżąc na bioderku ćwiczy wyprost nogi :).
W zeszłym tygodniu w pozycji czworaczej oderwała rączkę od podłoża by sięgnąć do zabawkę, raczkuje już na boki, do przodu jeszcze troszkę brakuje umiejętności.
Uwielbia głaskanie i drapanie po plecach, więc w trudnych chwilach, gdy katar zaburzał sen i wszystko wydawało się straszne, łagodne głaskanie po pleckach potrafiło zdziałać cuda.

Poniżej zdjęcia opisujące ostatnie dni lepiej niż słowa.

o jeszcze w domu, tak sobie poczyniam

ostatnio próbowałam też łóżeczko

było wyśmienite

to u Babci, tak właśnie wygladam na

bez komentarza :)

według pomysłu Babci Marysi :)

z rodzenstwem jakos daje sobie rade

i bardzo ich lubię

podobnie zresztą jak sen w łóżku z Mamą - też lubię

wielka dynia

katarowe cierpienie

Listopad

poniedziałek, Listopad 12th, 2007

Listopad w życiu Blanki to pierwszy tak szary, zimny i smutny miesiąc. Smutny dla nas, bo Ona akurat ostatnio rozbawiła się na dobre.  W momentach kulminacyjnych pasuje jak ulał do córeczki określenie - Ty dziku dziki..

Bezpowrotnie minęły miesiące spokojnego leżenia i obserwacji. Obecnie obserwacja i akcja są za pan brat, moge nawet powiedziec, że moje dziecko przegoniło mnie refleksem, ostatnio np złapała za miske  z serkiem Reni Sąsiadki, pomimo ze trzymałam ją na rękach i pilnowałam by tego nie zrobiła.. przykłady możnaby mnożyć.
Rozgadała sie jak przekupka na bazarze, krzyczy, piszczy, że aż uszy bolą, a głos ma przy tym jak juz pisała piękny :)

Jeszcze zwinniej kręci piruety, z Tatą robi piersze “fikołki”, które uwielbia. A jakie miny.. to prawdziwy teatr, czemu nikt wczensiej nie powiedzial mi ze dziecko to takie szczescie, a nawet jesli mowil, czym sa slowa? w tym przypadku niczym.

Z duzych osiągnięć niemowlaka - “stoi” na czworaka i buja się do przodu i tyłu, przygotowując sie do startu. Wie ze aby pojsc, trzeba przebierac lapkami i nozkami do przodu,  oddzielnie (kiedy trzymam np nogi w górze, albo rece ) wychodzi jej to świetnie, ale koordynacja wszystkich czterech kończyń, naprzemienne ich stawianie, ooo to jest ogromne osiągnięcie, wymagajace czasu i przygotowań. Przygotowania są, czas również, czekamy na efekty.
Chodzenie rakiem wspakiem opanowala perfekcyjnie, a pewnego razu u sąsiadów, nie dość że przeszła w ten sposób pół pokoju to jeszcze sforsowała przeszkodę w postaci fotela, przeciskajac sie pod nim co zostało uwiecznione na zdjęciach Adasia. Tego samego dnia odkryla jeszcze sprzet grajacy po swojej prawej stronie, do ktorego jakos zdolala sie doczolgac i ponaciskac mase guziczków… była szczesliwa, czego nie ukrywala ani trochę.

 Blanka to bardzo pogodne dziecko, niczego się nie boi, chyba że zbyt głośnego śmiechu i krzyku przy znacznym gronie ludzi, kiedy jest zmeczona. Ludzi w rozsądnych ilościach traktuje jak przyjaciół, szybko potrafi się zaklimatyzować, np w sobotę u Marcina i Kamilki oprócz tego, że zwymiotowała na ubranko i kawałek cioci zachowywała się wzorowo. Zreszta Ona uwielbia wychodzic z domu, bo to wiąże sie z nowosciami, ciekawskie to nasze dziecko, rozesmiane i cyganskie :)
U Kamili na kolanach odkryla jak to fajnie otwierac szuflade. I niech mi ktos powie, ze dziecko najlepiej rozwija sie pod okiem rodzicow w domowych pieleszach :P

Jeszcze muszę wspomniec o macie z puzzli, ktora kupilismy ze wzgledu na Blanki niedelikatne przewroty z brzuszka na plecki, bo glowa juz nie raz ucierpiala. Mata sklada sie z wyjmowanych elementow, ale Mamusia (czyli ja) sprawdzila fachowo, ze nie da sie ich tak po prostu wyciagnac, trzeba najpierw podwazyc, zeby wyjac. Spokojnie polozylam dziecko i zajelam sie swoimi sprawami, jakze bylam zdziwiona gdy przez przedluzajaca sie alarmujaca cisze zerknełam na Dzika :), a ten pożerał kawałki piankowego żółwika. Okazało się, że puzzle to nic dla wprawnych, czepliwych paluszków maluszka,  a jesli jakis sie pojawia z wyjeciem zwierzatka bez ceregieli lapie sie za koniec puzzla, wygina, wyciaga i hop do buzi

Kończąc wspomnę jeszcze wydarzenie dzisiejsze, w ramach treningu Blanka przemierzala na rączkach mieszkanie, a ja pozwoliłam jej podreptac do poslania luisa. Jego zdziwienie i zmieszanie bylo ogromne. Do tej pory kazde mialo swoj teren, przy tym Blanka nigdy nie naruszala terytorium Luisa, chyba noszona przez nas. A tu nagle przyszla do niego sama, na raczkach :) zeby zlagodzic sytuacje, wzielysmy markizy luiska i Blaneczka po raz pierwszy dawala je luiskowi z rączki. No w zasadzie sam sobie brał, ale z jej rączki. Chyba wiedziala o co chodzi, bo nie chciala sama ich zjesc :)
Myślę, że bylo to bardzo wazne wydarzenie w naszym domu zarówno dla Blanki, która pierwszy raz sie z “kims - czyms” podzieliła, oraz dla Luisa, który uczy się, że Ona jest nadrzednym członkiem stada.

Wiadomość z ostatniej chwili. Za oknem pada najprawdziwszy, czysty (bez deszczu), przepiekny śnieg - pierwszy :D

ze wszystkim rade sobie dam

nad tym ciagle pracuje

powoli łapię o co chodzi w siadaniu

trenuje nawet w lozku

mecze mame ile wlezie

potem Ona meczy mnie :)

ale i tak kocham poranki z rodzicami

a to u Cioci Reni, smakuje jej dziwna podloge

najbardziej podobał mi sie domek pod fotelem, choc na poczatku nie moglam sie tam dostac

ale z tym tez szybko dalam sobie rade !