Listopad w życiu Blanki to pierwszy tak szary, zimny i smutny miesiąc. Smutny dla nas, bo Ona akurat ostatnio rozbawiła się na dobre. W momentach kulminacyjnych pasuje jak ulał do córeczki określenie - Ty dziku dziki..
Bezpowrotnie minęły miesiące spokojnego leżenia i obserwacji. Obecnie obserwacja i akcja są za pan brat, moge nawet powiedziec, że moje dziecko przegoniło mnie refleksem, ostatnio np złapała za miske z serkiem Reni Sąsiadki, pomimo ze trzymałam ją na rękach i pilnowałam by tego nie zrobiła.. przykłady możnaby mnożyć.
Rozgadała sie jak przekupka na bazarze, krzyczy, piszczy, że aż uszy bolą, a głos ma przy tym jak juz pisała piękny
Jeszcze zwinniej kręci piruety, z Tatą robi piersze “fikołki”, które uwielbia. A jakie miny.. to prawdziwy teatr, czemu nikt wczensiej nie powiedzial mi ze dziecko to takie szczescie, a nawet jesli mowil, czym sa slowa? w tym przypadku niczym.
Z duzych osiągnięć niemowlaka - “stoi” na czworaka i buja się do przodu i tyłu, przygotowując sie do startu. Wie ze aby pojsc, trzeba przebierac lapkami i nozkami do przodu, oddzielnie (kiedy trzymam np nogi w górze, albo rece ) wychodzi jej to świetnie, ale koordynacja wszystkich czterech kończyń, naprzemienne ich stawianie, ooo to jest ogromne osiągnięcie, wymagajace czasu i przygotowań. Przygotowania są, czas również, czekamy na efekty.
Chodzenie rakiem wspakiem opanowala perfekcyjnie, a pewnego razu u sąsiadów, nie dość że przeszła w ten sposób pół pokoju to jeszcze sforsowała przeszkodę w postaci fotela, przeciskajac sie pod nim co zostało uwiecznione na zdjęciach Adasia. Tego samego dnia odkryla jeszcze sprzet grajacy po swojej prawej stronie, do ktorego jakos zdolala sie doczolgac i ponaciskac mase guziczków… była szczesliwa, czego nie ukrywala ani trochę.
Blanka to bardzo pogodne dziecko, niczego się nie boi, chyba że zbyt głośnego śmiechu i krzyku przy znacznym gronie ludzi, kiedy jest zmeczona. Ludzi w rozsądnych ilościach traktuje jak przyjaciół, szybko potrafi się zaklimatyzować, np w sobotę u Marcina i Kamilki oprócz tego, że zwymiotowała na ubranko i kawałek cioci zachowywała się wzorowo. Zreszta Ona uwielbia wychodzic z domu, bo to wiąże sie z nowosciami, ciekawskie to nasze dziecko, rozesmiane i cyganskie 
U Kamili na kolanach odkryla jak to fajnie otwierac szuflade. I niech mi ktos powie, ze dziecko najlepiej rozwija sie pod okiem rodzicow w domowych pieleszach
Jeszcze muszę wspomniec o macie z puzzli, ktora kupilismy ze wzgledu na Blanki niedelikatne przewroty z brzuszka na plecki, bo glowa juz nie raz ucierpiala. Mata sklada sie z wyjmowanych elementow, ale Mamusia (czyli ja) sprawdzila fachowo, ze nie da sie ich tak po prostu wyciagnac, trzeba najpierw podwazyc, zeby wyjac. Spokojnie polozylam dziecko i zajelam sie swoimi sprawami, jakze bylam zdziwiona gdy przez przedluzajaca sie alarmujaca cisze zerknełam na Dzika :), a ten pożerał kawałki piankowego żółwika. Okazało się, że puzzle to nic dla wprawnych, czepliwych paluszków maluszka, a jesli jakis sie pojawia z wyjeciem zwierzatka bez ceregieli lapie sie za koniec puzzla, wygina, wyciaga i hop do buzi
Kończąc wspomnę jeszcze wydarzenie dzisiejsze, w ramach treningu Blanka przemierzala na rączkach mieszkanie, a ja pozwoliłam jej podreptac do poslania luisa. Jego zdziwienie i zmieszanie bylo ogromne. Do tej pory kazde mialo swoj teren, przy tym Blanka nigdy nie naruszala terytorium Luisa, chyba noszona przez nas. A tu nagle przyszla do niego sama, na raczkach
zeby zlagodzic sytuacje, wzielysmy markizy luiska i Blaneczka po raz pierwszy dawala je luiskowi z rączki. No w zasadzie sam sobie brał, ale z jej rączki. Chyba wiedziala o co chodzi, bo nie chciala sama ich zjesc 
Myślę, że bylo to bardzo wazne wydarzenie w naszym domu zarówno dla Blanki, która pierwszy raz sie z “kims - czyms” podzieliła, oraz dla Luisa, który uczy się, że Ona jest nadrzednym członkiem stada.
Wiadomość z ostatniej chwili. Za oknem pada najprawdziwszy, czysty (bez deszczu), przepiekny śnieg - pierwszy









