jagodzianka
sobota, Grudzień 22nd, 2007





To był szalony dzień. Ja spędziłam 4 godziny w fotelu fryzjerskim, w tym godzinę z Blanką. Wierciła się, krzyczała, zrywała ze mnie “fartuch foliowy”, jadła deserek, zrobiła kupę, gdy tymczasem Marzenka robiła ze mnie aluminiową bestie.
Potem Babcia porwała dziecko do swojego jakże przytulnego mieszkanka, gdzie spędziły resztę dnia.
Dobrze robią takie rozstania, miło zatęsknić za własnym dzieckiem z którym spędza się każdą chwilę.
W domu byliśmy wcześnie, zdążyłam posprzątać, żeby Blanka mogła nawet swobodnie lizać podłogę, później szybka kąpiel, w międzyczasie wpadł Wujek Maciek, po kąpieli kolacja w nowym, jakże dorosłym krzesełku. Następnie cycuś w sypialni i sen. Wszystko według planu. Ciąg dalszy wieczoru tylko dla dorosłych, ale nie wczoraj. Po niespełna dwóch godzinach snu, Blaneczka postanowiła dołączyć do towarzystwa, wreszcie została przyniesiona do pokoju dziennego gdzie tryskała humorem na każdego z nas i tak do północy.
Wreszcie zniecierpliwiona nakarmiłam ją ponownie i położyłam do łóżeczka, została z Tatusiem sam na sam, wdzięczyła się, wieszała na szczebelkach z oczami znanego pewnie wszystkim puszka, po czym nagle stanęła po raz pierwszy sama
Strasznie się cieszę, że to właśnie P. został wybrany na świadka tego pierwszego wydarzenia będącego kolejnym etapem rozwoju Blanki. Wszyscy szczerze pialiśmy z radości, nawet Luis zrezygnował na 5 minut ze spania w pościeli , żeby tylko zerknąć z czego tak się cieszymy.
Noc z 13 na 14 grudnia pozostanie w naszej pamięci jako jedna z najsłodszych.
Za nami. Dzieję się coraz więcej, czworakowanie w toku.
Nasza Córcia zdecydowanie wydoroślała, zaliczyła kolejny poziom łóżka co również robi wrażenie.
Ponadto to pierwszy etap w jej życiu w którym podejmuje samodzielnie decyzje. Nie zawsze są zgodne z moimi zasadami, na przykład wyraźne zainteresowanie luisową miską. Kiedy w piątek po kilkudniowym pobycie u Babci Eli wróciliśmy do domu, Blanka zaskoczyła nas i psa swoją mobilnością. Przemierzyła mieszkanie krokiem zdecydowanego legwana, obierając za cel badawczy właśnie psią miskę. Nim zdążyłam zareagować, łapki taplały się w rozlanej wodzie. Zainteresowanie goszczące wówczas na twarzy dziecka jest jednym z bardziej rozbrajających momentów.
Pozwoliłam zbadać miski dokładnie, przy okazji Luis mial okazję zobaczyć, jak teraz wyglądać będzie hierarchia wartości w naszym stadzie.
W ogóle Luis zachowuję sie fantastycznie, zaczyna sie z nia bawic, zaczepia w uszko, Ona odzwajemnia się szczypaniem w brodę, lub dotykaniem łap. Jakoś dajemy sobie radę, choć czasem Luis przesadza ze swoją upierdliwością, zresztą Blanka nie jest lepsza. Marudzenie opanowała do perfekcji.
No ale nie narzekam, bo jest naszym ukochanym dzieckiem, małym człowiekiem mającym gorsze i lepsze dni. Wczoraj przypadł akurat gorszy.
Z osiągnięć niemowlaka : odkrywa możliwości strun głosowych. Dzisiejszy dzień upłynął pod hasłem zniecierpliwienia i krzyków. Dokładnie , Ona na mnie wrzeszczy, z tak butną miną, że zastanawiam się czy już zacząć się bać ??
Coraz więcej rzeczy ją śmieszy, chichocze w głos, a my razem z nią.
Dwa tygodnie temu czworakowanie, a teraz już opieranie się przednimi łapkami o meble, tylko patrzeć jak zacznie przy tym podnosić kuper do góry i nagle stanie…
Stało sie, kolejny etap rozpoczęty. Tego samego dnia bez wątpliwości, Blanusia jednocześnie usiadła i zaczęła raczkować.
Ten dzien to 30 listopada. Już pierwszego grudnia, po kilku godzinach treningu, siadanie opanowane, a raczkowanie… coraz lepiej :D
Wczoraj wieczorem zrobiła nawet kupę na siedząco, zresztą dzisiaj też.
materiał filmowy juz wkrótce. narazie zdjęcia.

