Pewnego wieczoru nadszedł całkiem niespodzianie kłopot z zasypianiem. Pojawił sie niewiadomo skąd i dopadł biedną Blankę, która nie wiedzieć czemu przestała słodko zasypiać podczas wieczornego karmienia.
Pamiętam ten dzień bo był to wieczór poprzedzający nasz wyjazd do Wrocławia, kołysanie, wożenie w wózeczku, śpiewanie kołysanek nic nie pomagało, w końcu po któryms z rzędukarmieniu nadszedł sen.
Przez dwa kolejne miesiące chaotycznie próbowaliśmy radzić sobie z problemem, coraz bardziej poddenerwowani wyciekającym czasem tylko dla nas dwojga. Próby przetrzymania Blanki do późnych godzin nie skutkowały, podobnie jak kładzenie do łózka i pozostawienie samej. Ostatecznie po kąpieli i kolacji udawałyśmy się do sypialni, gdzie przy nikłym świetle wpadającym z korytarza Ona ssała chwilę pierś, następnie siadała, uśmiechała się próbując odwodzić mnie od pomysłu zasypiania, po czym przewalała się po mnie i po łóżku w zależności od stopnia zmęczenia od 10 do 40 minut w skrajnych przypadkach. Zaciskałam zęby dostając po raz kolejny w głowę, ucho, oko, nos “delikatną” główką mojego dzieciątka, milczałam niewzruszenie lub śpiewałam kołysankę, by za chwilę zamilknąć. Próbowałam przelać na nią swój spokój i skłonić do odpoczynku.
Teraz wiem, że instynktownie czułam, że Blanka nie była jeszcze gotowa do samodzielnego zasypiania i bardzo mnie potrzebowała. Zaprzestałam jakichkolwiek prób nauczenia jej tego. Tak było dobrze.
Aż w końcu postanowiłam wyciągnąć skrzynkę z narzędziami i obniżyć blankowy materacyk o kolejny już ostatni poziom.
Najpierw zdjęłam przewijak i wsadziłam ją do łóżka, była zafascynowana zyskaną przestrzenią, odkryła warkocze siedzącej w kącie pod przewijakiem Agatki, cieszyła się, wstawała przy szczebelkach i siadała w momencie gdy chciałam wyjąć ją z łóżeczka by zabrać się do roboty. Ewidentnie nie chciała z niego wyjść
Po obniżeniu materaca było jeszcze lepiej. Dostrzegłam jaką mamy już poważną córeczkę, która coraz więcej rozumie, ma mnóstwo spraw do obgadania a w tym swoje nowe stare łóżeczko przypadłe jej do gustu.
Samoistnie zaczęłam kłaść ją do łóżka w porze drzemek, choć nic na siłę, z wyczuciem najpierw uspakajająca pierś, później w pierwszej fazie snu położenie w łóżeczku i czuwanie dopóty nie zaśnie.
Bez większego planu, zastanawiania się, poprzez wzajemne zrozumienie dziś postanowiłam pomóc Blanusi zasnąć samodzielnie, bez cyca i dzikiego przewalania się po mnie.
Włożyłam ją do łóżeczka, przymknęłam drzwi i zaczęłam nucić kołysankę, siedziała wpatrzona i nienaturalnie spokojna. Nastęnie pozwoliła się położyć, dalej słuchając nucenia, wtedy właśnie przebiegła ta myśl, że dziś się uda. Do tej pory nigdy wcześniej nie pojawiła się w moim umyśle. Uczepiłam się jej mocno nabierając siły i spokoju do dalszego działania.
Tym spokojem przepełniającym ciało pomogłam Blance zasnąć, bez huśtania i ssania udało jej się samodzielnie wyciszyć i odpłynąć w sen.
Wprawdzie po 5 minutach przebudziła się, ale ponownie udało mi się nakłonić ją do samodzielnego zaśnięcia i tak jeszcze parokrotnie. Najlepszym uspokajaczem okazało się drapanie po pleckach, ale to już wiemy od dawna.
Ten wieczór dla nas obu był wyjątkowy. Później uświadomiłam sobie że to właśnie dziś mija 10 miesięcy.
Z okazji 10 miesięcznicy pojawił się również pierwszy pieprzyk, na ramionku