taki sobie szary dzień
wtorek, Kwiecień 29th, 2008Pogoda melancholijna, ludzie zapatrzeni w dal, Blanka zaspana.
Rano zjedliśmy wszyscy razem niespecjalne śniadanie, potem pożegnałyśmy Tatę robiąc przy okazji rundkę po korytarzu.
Następnie codzienne sprawy domowe i przedpołudniowa blankowa drzemka, która wydawała się nie mieć końca.
Normalnie nie byłoby to niczym szczególnym, ale dziś akurat miałyśmy zaplanowany wyjazd w głąb miasta.
Nie chcąc ale będąc zmuszoną, zaczęłam ubierać słodko śpiącą żmijkę, założyłam jej rajstopki w paski (jak się okazało stópkami do góry), spódniczkę z serduszkiem i buciki, wszystko na leżąco.
Później jeszcze chustkę na szyję, kapelusz ( tył na przód) i kurtkę, żmija nadal smacznie spała.
Przy przenoszeniu do wózka lekko rozchyliła oczy, ale to też na sekundę.
Wsiadłyśmy do autobusu, który po dziurach ursusa darł się i trząsł bez umiaru, ale Ona nadal spała.
Dopiero przejmujący pisk dziecka podróżującego razem z nami wyrwał Blanusię ze snu.
Uwielbiam ten moment przebudzenia, zdziwione, ciekawe spojrzenie, odgniecione cuda na policzku, zaspane ale duże oczka i lekko wydęte usteczka. Z niezwykłym spokojem obejmując mocno Krysię rozglądała się po otoczeniu i od razu zaczęła rozdawać te swoje magiczne uśmiechy.
Patrząc na nią czułam jak miłość wypełnia każdą moją komórkę, ceniłam spokój panujący wzajemnie w naszych duszach, ja i Ona, dwie a jakby jedna.
W autobusie - w tle przebudzacz
W furze Dziadka
Spacer po budowie
Na koniec dnia nauka podlewania
I wreszcie sen na podusi Taty





















