Mały gilgot
piątek, Sierpień 29th, 2008Godzina bliska 8.
Śpię na tyle płytkim snem by słyszeć, że jedno z nas jest już pełne życia.
Tym razem to nie Przemek, choć i On chcąc nie chcąc otworzy zaraz oczy, a to za sprawą B która wpadła na świetny pomysł porannego gilgotania.
Tego giligili przerywanego salwami śmiechu nie zastąpiłby żaden najwymyślniejszy budzik na świecie.
To była pierwsza gilgocąca pobudka, zazwyczaj Blanka budzi nas buziakami, czy moglibyśmy sobie wymarzyć coś piękniejszego ?… hmmm kiedyś były też wilgotne pocałunki Luisa, ale teraz tej przyjemności doznają Dziadek Radek z Wujkiem Maćkiem i chyba całkiem im z tym dobrze.
Zeby nikt nie pomyślał że mamy anioła w domu, gdy anioł wstanie lewą nogą budzi wszystkich wrzaskiem.
Z ostaniej chwili:
Są tacy którzy żyją powietrzem, są ci co żyją chlebem i wodą, nasza Blanka żyje kalafiorem.
Dziś sama jest jak kalafior bo pomimo mych wysiłków i zaciskanych w złości zębów nic innego nie włożyła do buzi.
Tak monotonnie mijają niektóre dni, na bezowocnych spacerach w strugach deszczu ( żeby zasnęła bez piersi), przy kuchennym stole, pralce i żelazku, czy ktoś mi kiedyś za to podziękuje ???
jeśli nie, niech stracę…































