Spacer
Wstałyśmy dziś skandalicznie późno. Luis od trzymania moczu dostawał już świra, toteż ze znacznym pośpiechem zorganizowałyśmy się do wyjścia z nim na spacer.
Okazało się , że nie ma w ogóle mowy by Blanka wyszła z domu bez lalki, a do tego zaczęła jeszcze ciągnąć wózek… pomyślałam, że pies wielkości krowy z ciśnieniem na pęcherz, dziecko chodzące własnymi drogami i lalka z wózeczkiem to zbyt wiele na moje wątłe barki.
Udało mi się wytłumaczyć Blance że po wózek wrócimy później, co przyjęła zgodnie wraz z wręczeniem jej smyczy w malutką rączkę.
Na dworze niespodzianka, wprawdzie słonecznie i gorąco, ale … z kałużami, w które nasz domowy Dzik wbiegał z rozkoszą w sandałkach.
Szybko wróciliśmy do domu po obiecany wózeczek i zmianę obuwia.
Tak oto powstała krótka sesja foto, z której wynika że troskliwości powinnam uczyć się od własnego dziecka.
Ona co chwila całuję lalkę w główkę i jest bardzo otwarta na pokazywanie jej świata, np wykąpała ją w kałuży… z tym że lalka kaloszków nie miała, więc suszy się właśnie na balkonie.





Sierpień 11th, 2008 at 3:42 pm
Ależ ja byłem z Luisem o 7 rano. Co prawda interesowały go bardziej kamienie niż sikanie. Jego wybór.
Sierpień 12th, 2008 at 11:36 am
to jet wasze piękne życie